Skocz do zawartości

Mój przyjaciel Hachiko (2009)

 Udostępnij


uSzanowankoo

Rekomendowane odpowiedzi

7350038.3.jpg

Wyciskacze łez mają wiele wad. Są kiczowate, nadęte, przewidywalne i intelektualnie miałkie. Najgorzej jest jednak wtedy, gdy są skuteczne. Udany wyciskacz łez z łatwością przebija nasze bariery ochronne – przełamuje cynizm i ironiczny dystans, rozbrajając je prostą opowieścią o uczuciach. Lasse Hallström jest mistrzem takiego kina, o czym przekonuje "Mój przyjaciel Hachiko".

Profesor Parker Wilson (Richard Gere) prowadzi spokojne życie. Mieszka z dala od zgiełku wielkiego miasta, a rytm jego życia określają proste rytuały budujące codzienną rutynę. Pewnego wieczoru jego życie zmieni się jednak w sposób diametralny i zaskakujący. Wracając z pracy podmiejskim pociągiem, Parker znajduje bowiem psa, uroczego pulchnego szczeniaka o rozbrajająco niewinnym spojrzeniu. Kiedy przygarnie małego przybłędę, rozpocznie się jeden z najpiękniejszych romansów jego życia. Z dnia na dzień między psem i jego właścicielem umacniać się będzie miłość, która rozmiękczy nawet serce sceptycznej profesorowej (Joan Allen) nieskorej do tego, by dzielić dom z sierścionośnym czworonogiem. Wkrótce uroczy Hachiko każdego dnia będzie towarzyszył profesorowi w drodze na okoliczną stację kolejową. Przyjaciele i znajomi profesora przekonają się, że psia wierność nie jest wcale czczą legendą.

7182fd1f6da085b834ddf7a380d45d52.jpg

Są reżyserzy, których wyróżnia stylistyczna konsekwencja, szczególne umiłowanie do egzystencjalnych tematów, narracyjni hochsztaplerzy i intelektualiści, którzy jak Haneke i von Trier dokonują kinowej wiwisekcji. Są też reżyserzy czuli, których kino wyróżnia ciepła temperatura. Jednym z nich jest z pewnością Lasse Hallström – twórca dość odważny, by opowiadać proste historie, mówić o uczuciach i pozwalać swoim historiom, by broniły się własną siłą. Jego kino koi emocje. I choć szwedzki twórca rzadko kręci filmy więcej niż dobre, większość jego filmów to kapitalne lektury dla każdego. Nie inaczej jest z familijnym "Moim przyjacielem Hachikiem" – filmem banalnym, przewidywalnym i… cholernie wzruszającym. Prosta opowieść o wielkiej miłości pokazuje, że szwedzki reżyser potrafi opowiadać nie tylko o ludzkich porywach serc. Nawet gdy opowiada o słodkim, wiernym psiaku, wzrusza do łez.

Dzieje się tak nie tylko dlatego, że historia miłości psa do człowieka sama w sobie jest ckliwa, ale też dlatego, że Lasse Hallström doskonale wie, jak tę historię opowiedzieć. Subtelnie pastelowe zdjęcia Rona Fortunaty, zwiewna muzyka Jana A. P. Kaczmarka połączone z aktorską poprawnością Richarda Gere’a oraz urokiem osobistym jego ekranowego, czworonogiego partnera składają się na film tyleż przewidywalny, co piękny. A że Lasse Hallström nie próbuje udawać, że jego film jest czymś więcej niż miłosną historią, nie sposób oprzeć się tej bezpretensjonalnej i wzruszającej opowieści o oddaniu, lojalności i tęsknocie.

// Zródło filmweb.pl

Film można obejrzeć m.in tutaj: https://www.cda.pl/video/284132283

Edytowane przez uSzanowankoo
Wyśrodkowanie
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • Tomgra zablokował(a) ten temat
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
 Udostępnij

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Polityka prywatności